Zapraszamy do przeczytania artykułu, w którym Wojciech Kosek przedstawia w formie dialogu znaczenie uczciwości w korzystaniu z programów komputerowych. Autor dowodzi, iż zmniejszanie się ceny programów zależy od wzrostu liczby uczciwych użytkowników.
Tapiot Tomb B: the First Twenty-four hours
51 min temu







12 komentarze:
Czas szczególnych rozmyślań
cz.1.
Dobro i zło to jest temat dla nas, którzy wierzymy w Boga. Trzeba mówić. Pisać. Rozważać. Zwłaszcza teraz, gdyż czas jest szczególny. Polska przeżyła wstrząs psychiczny połączony ze wstrząsem moralnym.
Wojciech Kosek zastanawia się nad uczciwością w małych sprawach. Cytuje bajkę Andersena. Interesująca. Przypomina mi historię prawdziwą, opisaną w Biblii. Wesele w Kanie Galilejskiej. Pierwszy cud Jezusa. Zamienienie wody w wino. Na przyjęciu u duńskich przyjaciół Chrystusa nie było. Nie zapobiegł wpadce. Konkluzja metafizyczna: Gdzie nie ma Chrystusa, tam wszystko kończy się źle.
Wojciech Kosek twierdzi, że gdyby ludzie byli uczciwi i kupowali programy komputerowe zamiast je kraść, to one by staniały. No, nie wiem. (Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę chciwość firm komputerowych).A jeśliby odwrócić powyższe myślenie i powiedzieć: Tańsze programy zmniejszyłyby ilość kradzieży, bo gdyby ludzi było na nie stać, nie kradliby tak bardzo. .. Nie wiem, czy to prawda, ale może?
Patrząc na świat widzę wiele problemów moralnych znacznie poważniejszych od tego, że ludzie biorą programy komputerowe jedni od drugich. W zalewie nienawiści i zbrodni rozpatrywany tu problem tak bardzo mnie nie rusza. Jeżeli bym się nad czymś zastanawiała, to nad tym, dlaczego bohater dialogu nie chce dać koledze programu komputerowego? Czy dlatego, że kocha Jezusa i pragnie być uczciwy? Czy też kocha siebie i chce czerpać zadowolenie ze swojej uczciwości?
A co by zrobił, gdyby wiedział, że ten, który go prosi, jest naprawdę ubogi, bezrobotny z gromadką dzieciaków, a znajomość tego programu otworzy mu drogę do pracy?
Prawo jest prawem. Nie można go łamać. Czy tak? Ale jeśli przyjrzymy się Biblii, to znajdziemy tam mnóstwo przypadków łamania prawa i to przez kogo? Przez jej najbardziej pozytywnych bohaterów. Weźmy na to Józefa, męża Marii. Zauważył, że dziewczyna jest brzemienna. Wniosek mógł być tylko jeden: Cudzołóstwo. Prawo mojżeszowe nakazywało mu zgłosić ten fakt faryzeuszom. Przestępczyni powinna być ukamienowana. W Biblii jednak czytamy, że on postanowił ją potajemnie odprawić, gdyż „był człowiekiem sprawiedliwym”. Jaki to sprawiedliwy, skoro nie słucha się prawa? Ukrywa moralne przestępstwo. Mamy tu do czynienia z innym rodzajem prawości, z prawością serca. Biblia jest pełna tajemnic. Przede wszystkim miłowanie bliźniego. Gdybyśmy to umieli, wszystko byłoby łatwe. Niestety, wszystko jest trudne.
(cdn..)
Czas szczególnych rozmyślań cz.2
Dobro i zło nie są pojęciami względnymi. Nie są relatywne. Ale czy my zawsze potrafimy rozeznać, co jest dobre, a co naganne w oczach Boga? Chyba mamy z tym ogólny problem i nim powinniśmy się zająć, zamiast tym lub innym moralnym detalem. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Nie czas odcedzać komara, gdy zgniata nas stado słoni. Te słonie to obojętność, to nienawiść. Przed chwilą byliśmy świadkami, jak politycy i media deptały prezydenta. Poniżały na wszystkie sposoby, wybraną w demokratycznych wyborach Głowę Naszego Państwa. O, dziwnym jesteśmy narodem. Podobno chrześcijańskim.
Nie minął jeszcze miesiąc od katastrofy prezydenckiego samolotu. Jestem wciąż w szoku. Mamy po tym wszystkim żyć, jak gdyby nic się nie stało? Myśleć o cenach programów komputerowych? Czy nie potrzebny jest raczej ogólnonarodowy rachunek sumienia? Oto wypowiedź europosłanki, Lidii Geringer: „… niedawno nadrabiałam zaległości w prasie i czytałam tygodniki, które ukazały się tuż przed 10 kwietnia. (…) Z trudnością brnęłam przez artykuły, w większość o osobach, które już nie żyją, pełne ostrej krytyki czy wręcz jadu, dowcipy z prezydenckim samolotem. Teraz, po katastrofie, czuje się niesmak i ściśnięte gardło. Myślę, że taka spóźniona prasówka mogłaby być bardzo dobrą lekcją dla nas wszystkich, by zdać sobie sprawę, w jakim punkcie się znaleźliśmy.”
Ziejący nienawiścią politycy i oszalałe media oddziaływały na młodzież. W rezultacie jakiś młody człowiek na wieść o katastrofie napisał w Internecie: „Szkoda, że zginęli, bo nie będzie się z kogo śmiać” I to jest dopiero problem, Wojtku Kosku, problem dla teologa, a Ty nim jesteś. Serca ludzkie. One są straszne.
Może na bilbordach powinny być napisy: Ludzie, Bóg na was patrzy. Oraz pytania: Kochasz bliźniego czy też nienawidzisz? Biblia nas informuje: „Kto miłości nie ma, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością” Ilu ludzi w naszym kraju, z tych, co chodzą do kościołów, zna Boga i potrafi to udowodnić poprzez miłość do bliźniego i poprzez sprzeciwianie się nienawiści?
Znajdujemy też w Biblii stwierdzenie: „Każdy, kto nienawidzi swego brata jest zabójcą” Mamy polityków-morderców i dziennikarzy-morderców, który szczuli naród w kierunku zabójstw. Kiedy więc czytam ten artykuł o uczciwości względem firm komputerowych, to sobie wyobrażam, że ktoś w tramwaju podchodzi do mordercy, z którego rąk spływa krew i go umoralnia: Bilecik trzeba skasować.
Dorota B. Gutowska
doskonały komentarz!! :)
piotr
Szanowna Doroto!
Moja wypowiedź będzie złożona z kilku części. Oto część pierwsza.
Dziękuję za Twą wypowiedź i czas poświęcony jej redagowaniu. Dziękuję, bo Twoja opinia jest opinią wielu, niestety zbyt wielu Polaków, mogę więc odpowiedzieć nie tylko Tobie, ale i innym naszym Siostrom i Braciom w Chrystusie. Proszę Cię jednakże o spokojne przemyślenie tego, co napiszę i co już napisałem w artykule.
Problem moralny jest z Bożej woli (ta wola jest pełnią miłości do nas) w centrum naszej osobowości. To, jak wartościowi jesteśmy w oczach Bożych, zależy od tego, jak potrafimy wsłuchać się w głos naszego Ojca, nakazującego nam czynienie dobra a nieczynienie zła, jakiegokolwiek zła, małego czy dużego.
Jeżeli Bóg zakazał kradzieży, tj. przywłaszczania sobie dóbr naszych braci i sióstr, to warto, abyśmy tych dóbr sobie nie przywłaszczali. Zauważ, że Bóg nie zaznaczył, że można kraść coś o małej wartości. Bóg nie powiedział, że tylko tego, co ma dużą wartość, kraść nie wolno, Dlatego wskazane jest, abysmy nie koncentrowali naszej uwagi na wartości rzeczy kradzionych, ale na samym fakcie kradzieży. Każda wszak kradzież zasmuca naszego Ojca (choć bez wątpienia zasmuca go najbardziej sytuacja, gdy ktoś bardzo bogaty okrada kogoś bardzo biednego, pozbawiając go środków do życia). Zasmucać Boga nie wolno - to podstawowa sprawa. Jeśli takiego podstawowego kryterium się pozbawimy, to wówczas nasze moralne życie zaczniemy układać "po swojemu", zgodnie ze swoją, ograniczoną zdolnością do widzenia wagi poszczególnych wyborów moralnych.
Życie moralne jest w nas, ludziach obciążonych skutkami grzechu pierworodnego, naprawdę bardzo podatne na choroby duchowe, a w niejednym przypadku i na duchową śmierć. Widać to na przykładzie tych, których Doroto stawiasz w Twoim komentarzu przed naszymi oczami jako "oskarżonych". Trzeba zauważyć, że wielu z dziennikarzy - to katolicy, którzy jednakże przeszli stopniowy proces odwracania się od zdrowej, prawdziwie Bożej wizji moralności, proces stopniowego przewartościowywania wartości, tj. proces, w którym człowiekowi dobro zaczyna się jawić jako zło, a to, co dotychczas tenże człowiek słusznie postrzegał jako zło, zaczyna mu się jawić jako dobro.
Ten proces opisał Papież Jan Paweł II (jeszcze jako Karol Wojtyła: „Elementarz etyczny”) w ten sposób: albo człowiek stara się w swoich czynach "dociągnąć w górę" do szlachetnego ideału (wzorca postępowania), albo też ów ideał zaczyna "ściągać w dół", dostosowywać do swoich niecnych czynów. Są zatem dwie drogi: 1. w górę, 2. w dół (1. ku życiu z Bogiem, 2. ku życiu w sprzeciwie wobec Boga). Trzeciej drogi nie ma.
Przy okazji mego komentarza do słów Doroty pozdrawiam również Piotra, który w krótkich słowach wyraził aprobatę dla jej opinii. Piotrze, jestem wdzięczny, że napisałeś komentarz. Wybacz, że powiem otwarcie słowa trudne: szkoda, że w sercu nosisz aprobatę dla takiej moralności, jaką zaprezentowała nasza Siostra. Ceniąc Twoją otwartość, jednocześnie proszę i o przyjęcie powyższych uwag w obronie moralności katolickiej.
Zapewniam Cię o mej modlitwie i wdzięczności za to, że jesteś.
Drogi Wojtku!
Nie pochwalam kradzieży, ale pragnę zwrócić uwagę, że uczciwość, nawet krystaliczna, nic nam nie pomoże, jeśli nie będziemy mieli miłości. Hymn świętego Pawła jest nie tylko piękny, ale też ostrzegający: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedzę i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” Również uczciwość nic nam nie pomoże, jeśli nie będziemy mieli miłości. Za mało skupiamy się na najważniejszym. Ty masz stuprocentową rację dowodząc, że nie należy kraść programów komputerowych. A Jezus Chrystus ma stuprocentową rację, kiedy mówi, że najważniejsza jest miłość. Obawiam się, że prędzej ludzie posłuchają Ciebie i zaczną kupować programy niż posłuchają Boga i zaczną miłować bliźniego. W tej kwestii jest w człowieku wielki opór. Myślę, że teolodzy powinni przede wszystkim pisać o miłości, uświadamiać wierzącym, że jest ona wymaganiem Bożym, którego nie da się ominąć. Bez niej nie mamy pokoju z Bogiem.
Szczęść Boże, Doroto!
Dziękuję za zdanie pierwsze! Nie pochwalasz kradzież! Genialnie! Jeśli to zdanie wypowiadasz szczerze, to w konsekwencji (jak mogę się domyślić) rezygnujesz z korzystania z takich programów, których nie kupiłaś (lub których za darmo producent nie rozprowadza) i innym kradzionych rzeczy nie proponujesz. To bardzo wiele. Zobacz, to naprawdę jest bardzo, bardzo wiele! Inni będą mogli od Ciebie nauczyć się uczciwości, jeszcze inni od tych innych, itd., a w jakiejś perspektywie nasza Ojczyzna będzie społeczeństwem ludzi, którzy się wzajemnie nie okradają, nie oszukują (po cichu - jak się da), którzy się miłują! Tak, miłują, bo miłość (między innymi) właśnie wyraża się w poszanowaniu wzajemnym dóbr, które do osób należą i im służą w codziennym życiu. Miłość wyraża się w zachowywaniu przykazania "Nie kradnij!", "Nie zabijaj!", "Nie cudzołóż!", itd. Znał to już Izrael w Starym Testamencie.
Jezus Chrystus natomiast proponuje Tobie, Doroto, nie tyle rezygnację z zachowywania Przykazań, co z ich wąskiego zachowywania - w obronie jedynie zasady sprawiedliwości. Chrystus przekracza sprawiedliwość w kierunku innym, niż Ty sugerujesz: On proponuje, abyśmy nie tylko nie okradali brata, ale przychodzili mu z materialną pomocą. To jest Chrystusowy kierunek "przekroczenia" przykazania "Nie kradnij!". Obawiam się, że w Twojej interpretacji jest niestety inaczej. Ty mówisz: to przykazanie nie ma znaczenia, gdyż najważniejsza jest miłość. Zobacz, proszę, że Twoje rozwiązanie jest zupełnie inne niż to, które podałem: Chrystus wzywa do wielkoduszności, tj. do udzielania ze swego (jeśli mnie na to stać), a wcześniej do nieodbierania dóbr bliźnim.
Obawiam się, że według Twojej reguły postępując człowiek będzie z jednej strony jawnie dawał jałmużnę potrzebującym (kochając ich), ale z drugiej strony po cichu będzie kradł programy (lub jeździł na gapę, nie płacił za abonament TV, nie płacił uczciwie podatków, itp. - wszystko, co się uda zrobić po cichu; do tego dodam: kiepsko wykonywał swoją pracę jako szewc, krawiec, piekarz, nauczyciel, teolog, pisarz, filmowiec,.., a skutkiem tego my będziemy mieli kiepskie buty, garnitury, chleby, kiepsko będziemy wykształceni w naukach świeckich i Bożych, będziemy czytali kiepską literaturę, oglądali kiepskie filmy, itd...). I obawiam się, że człowiek postępujący według Twojej reguły będzie zadowolony z siebie, bo przecież jako dawca jałmużny będzie postrzegał siebie jako tego, który kocha prawdziwie. Czy o taką moralność Jezusowi chodzi? Niestety, nie!
Dlatego napisałem ten artykuł, aby uświadomić Czytelnikom, że strzelają gola do własnej bramki: a/. ceny programów rosną na skutek ogólnie panującej atmosfery luzu moralnego w tej dziedzinie, b/. wytwórcy nie mogą zainwestować w bardziej pracochłonne, ale dzięki temu lepsze programy.
Miłość do Ciebie i każdego z nas każe mi zatem ponowić mą prośbę o rzetelne przemyślenie tego zjawiska "luzu" i "dobroci" w kopiowaniu programów.
A na koniec jeszcze jedno: nie wysuwajmy jakichś niemożliwych do weryfikacji oskarżeń wobec producentów, typu: "Oni na pewno zarabiają na tych programach za dużo!" Czy wolno bez jakiekolwiek podstawy takie oskarżenia wysuwać? Nie wolno! Takie oskarżanie jest przejawem obrony własnego nastawienia na okradanie oraz jest jednym z grzechów przeciwko bliźniemu, przejawem postawy niemiłowania. Kierunek naszego myślenia ma więc być inny: wymagam od siebie i innym proponuję przyjąć tę samą zasadę.
Dziękuję za wymianę myśli.
Szczęść Boże!
Moja córka mówi: Nie wdawaj się w tę rozmowę, jałową i bezsensowną. Drugi raz będziesz pisać to samo? A ja: No, czasem trzeba powtórzyć, jeśli ktoś nie zrozumiał. Wojtku, dziękujesz mi za zdanie pierwsze? To nie było pierwsze zdanie, ale jego połowa! Ta druga jest istotniejsza. Napisałeś też: ”Ty mówisz: to przykazanie nie ma znaczenia, gdyż najważniejsza jest miłość”. Nie wiem, kto tak mówi? Pewnie hippisi. Na pewno nie ja. Zakończenie Twoich wywodów również świadczy o niezrozumieniu mojego punktu widzenia i fantazjowaniu o tym, co ja pewnie myślę. Napisałeś: „… nie wysuwajmy jakichś niemożliwych do weryfikacji oskarżeń wobec producentów, typu: "Oni na pewno zarabiają na tych programach za dużo!" Czy wolno bez jakiekolwiek podstawy takie oskarżenia wysuwać? Nie wolno! Takie oskarżanie jest przejawem obrony własnego nastawienia na okradanie oraz jest jednym z grzechów przeciwko bliźniemu, przejawem postawy niemiłowania”. Ojej, armaty we mnie wycelowane. A ja po prostu wiem, że ludzi nieraz nie stać na programy komputerowe, a z drugiej strony Bill Gates jest, na ogół, ma pierwszej pozycji na liście najbogatszych ludzi świata, więc pomyślałam sobie, że może programy powinny być tańsze, ale to pewnie nie jest logiczny wniosek… Co myśli na ten temat Chrystus? Kiedyś się wypowiedział. Zapisane to jest w ewangeliach. No, dość tego tematu, bo znowu mi zarzucisz, że ja stwierdzam coś innego niż stwierdzam. Dziękujesz mi za wymianę myśli. To była wymiana? Ja swoje. Ty swoje. Ja o jednym. Ty o drugim. Nie kopiuję programów. Cenię uczciwość, ale gdy dzieje się coś szokującego, giną ludzie to, moim zdaniem, normalny człowiek nie myśli wtedy o czyichś stratach finansowych. Bóg dopuszcza do wstrząsających wydarzeń, a robi to po to, abyśmy byli wstrząśnięci. W takich momentach dyskusja na jakiś temat może się przerodzić w dyskusję na inny i nic nie ma w tym złego. To jest dobre. W naszym wypadku tak się nie stało. Każdy został przy swoim temacie. Ty o programach komputerowych. Ja o samolocie, o śmierci, o miłości i nienawiści. Bo to mnie porusza. Tamten temat nie za bardzo. Pewnie to się w Warszawie bardziej przeżywało. Niemal pod moimi oknami wracało z lotnika prawie 100 trumien. Przykro mi było nie tylko dlatego, że wyjechali ludzie, a wróciły szczątki, ale też dlatego, że wiele z tych osób, które tak nagle odeszły, miały bardzo trudne ostatnie lata. Byli Atakowani. Wyśmiewani. Poniżani. Opluwani. Niszczeni. To wszystko wydało mi się okropne. I pomyślałam sobie, co na to teolodzy? Bo kto studiuje teologię? Chyba ludzie wrażliwi? Tacy, którzy szczególnie chcą naśladować Chrystusa...Jezus zapłakał nad grobem Łazarza. Dziwne. Zapłakał, choć wiedział, że za chwilę go wskrzesi. Wzruszył się cierpieniem Marty i Magdaleny. Wszechmocny. O niepojętym rozumie i władzy, a jednocześnie uczuciowy.
Czuję się w obowiązku napisać do Piotra, skoro Wojtek potraktował go w sposób, który mówiąc eufemistycznie budzi wielkie moje zdumienie. Dziękuję, Piotrze, za miłe słowa. Ty zrozumiałeś mnie właściwie, zaś Wojtek nie załapał, że moje refleksje nie były skierowane przeciwko niemu i jego artykułowi, ale wynikły z „chwili”, która pobudzała do innych pytań niż on stawiał. Przykro mi, że Wojtek Cię zaatakował. Jest za bardzo nastawiony na jedną sprawę, na swój artykuł, więc nie wyczuł, że mówiło się o innym problemie, większym, ważniejszym, ogólniejszym. I jeszcze zapewnił Cię o swojej modlitwie. Niekiedy taka piękna obietnica jak: „Będę się za Ciebie modlić”, brzmi fatalnie, gdyż nie jest niczym innym, tylko stwierdzeniem: „O Ty, beznadziejny, który nie jesteś w stanie docenić niezwykłości mojego artykułu, będę się za Ciebie modlić, abyś przejrzał na oczy i zrozumiał, że jedyne, co jest słuszne, praworządne i katolickie, to wychwalać mój artykuł. Bardzo się zagubiłeś na chrześcijańskiej drodze, bo pochwalasz tę zwyrodniałą osobę z Warszawy, która wypowiedziała się, że w danej chwili co innego ją bardziej porusza, niż mój artykuł i zawarte w niej głębokie treści (więc jest niemoralna)”. Jeśli ktoś chce się za kogoś modlić, to niech to, raczej, robi przed Bogiem niż przed ludźmi. Publiczne ogłaszanie, że ktoś za kogoś się modli, zwłaszcza jeśli robi to osoba, po której znać wściekłość na tego, którego „zapewnia o swojej modlitwie” zakrawa na farsę. „Miłujący przez zęby” nie jest w odpowiednim stanie psychicznym i duchowym, aby modlić się wstawienniczo, raczej powinien stanąć przed Bogiem ze swoim problemem zbyt dużej miłości własnej, której efektem jest niemożliwość zniesienia, że jakaś dyskusja wymyka się spod kontroli i nie idzie w kierunku komplementowania go. A dlaczego inni czytelnicy Orygenesa nie odezwali się? Czy czujecie obawę przed reakcją Wojtka? Nie chcecie, aby się za was „modlił”? W Piśmie Świętym widnieje pouczenie, że trzeba bardziej bać się Boga niż ludzi. Kiedy obserwuję świat, mam wrażenie, że dzieje się dokładnie odwrotnie. Zanika bojaźń przed Bogiem. Celem moich wypowiedzi było zwrócenie uwagi na fakt, że trwa wojna z Chrystusem prowadzona przez ludzi uważających się za wierzących. Mówią Mu: „Odczep się, nie będziesz nas uczył, kto jest bliźnim, a kto nie? Lepiej wiemy. Bądź zadowolony, że chodzimy do kościołów. Nie musimy szanować prezydenta. Nie musimy go błogosławić”. Polacy doszli do takiego punktu, że w dobrym tonie było poniżać Głowę Państwa. Media ociekały jadem. Dziennikarze polowali na grymas twarzy prezydenta, aby te zdjęcia zamieścić w gazetach lub w Internecie. A Jezus mówi: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnie uczyniliście. To mnie poniżaliście. To do mnie mieliście złość. To ja byłem ten najmniejszy w waszych oczach. Ja działałem wam na nerwy. To mną pogardzaliście”. Jak wytłumaczyć chrześcijańskiemu narodowi, że powinien się nawzajem miłować i że Bóg dając takie polecenie nie żartował? Nie dodał: Jak ci się nie uda, to trudno. Kiedy nie miłujemy, nie jesteśmy po stronie Boga, ale jego przeciwnika, diabła. I to jest problem. A nawet dramat. Narodowa tragedia. W obecnym czasie zauważamy nagromadzenie nieszczęść. Wypadki. Powodzie. Czy mamy prawo zastanawiać się, dlaczego Bóg do tego dopuszcza? Tak, Pan oczekuje takich naszych reflekscji. Wiele wieków temu, przez proroka Aggeusza, powiedział znamienne słowa: „Rozważcie tylko, jak się wam wiedzie!”Polecam tym, którzy szukają odpowiedzi i wskazówek od Boga księgi prorockie Aggeusza i Joela. Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza Piotra.
Dzieki Doroto za wyręczenie.
I tobie Wojtku też, za modlitwę.
Nie chciałem odpisywać, gdyż wiem, że Wojciech ma dobre intencje i słuszne spostrzeżenia, ale jak bardzo dobrze zauważyłaś - pewna hierarchia czy proporcje się zachwiały.
Ja ująłbym to tak jak Ty: "nie czas żałować róż gdy płoną lasy"
- Europa to kontynent już neopogański, Polska dość szybko "dostosowuje się do standardów europejskich" - i moje i mojej rodziny marzenie, by żyć w kraju chrześcijańskim, gdzie nie ośmiesza się tradycyjnego patriotyzmu oraz dążenia do świętości w życiu codziennym, lecz je sie wspiera (chwała tu dla pracowników Radia Maryja) - staje się powoli mrzonką.
Co zastanie Jezus powracający na ziemię? Z jaką postawą wyjdą Mu ludzie i narody naprzeciw - przeciez świat teraz znienawidził Jezusa i krzyż - i tu widzę PRAWDZIWY PROBLEM nas, naszych rodzin, Polski, Europy i świata. A kwestia osobistej uczciwości jest bardzo ważna, ale nie na tym polu (to szczególik) - i jeśli Wojtku wołać i wyrywać sobie włosy - to o sprawy najistotniejsze, i w tym zgadzam się zupełnie z Dorotą.
Pozdrowienia dla Warszawy!!
Piotr
Droga Doroto, Drogi Piotrze!
Na początku mej wypowiedzi proszę o życzliwość do mnie – pomimo tego, że może jawię się Wam jako osoba mało otwarta na treść Waszych wypowiedzi. Zapewniam, że tak nie jest. Proszę o życzliwość, abym mógł być poprawnie zrozumiany, także wtedy, gdy wyrażę ponownie kilka odmiennych refleksji. Zapewniam jednocześnie o swojej życzliwości do Was. Życzliwości naprawdę nieudawanej. I naprawdę szczerej modlitwie – wbrew insynuacjom (bezpodstawnym – szkoda, że takie się pojawiły w sercu Doroty i wylały się na „papier” internetowy) co do moich „prawdziwych” intencji. Zapewniam Cię, Doroto, że ja naprawdę modlę się za ludzi w ogóle, a w szczególności za tych, z którymi bliżej się kontaktuję. Nie po to zapewniam o modlitwie, by uprawiać propagandę, ale po to, aby zakomunikować prawdę o mojej realistycznej postawie osoby wierzącej, przekonanej o mocy modlitwy.
Z kolei pragnę Wam powiedzieć (odnośnie „lasu i róż”), że artykuł o programach komputerowych napisałem dawno i był on opublikowany 26 Stycznia 2010 roku na tym blogu. Potem nastąpił okres przeformatowywania blogu Orygenesa, artykułu zatem nie było dość długi czas. Gdy w końcu znów się ukazał, zbiegło się to z wydarzeniami wagi nadzwyczajnej.
Skoro zaś podejmujecie dialog w sprawie mego artykułu teraz, gdy Naród przeżywa (i słusznie!) wydarzenia inne, to oczywiście staram się Wam odpowiedzieć na temat artykułu. Na temat wydarzeń aktualnych możemy rozmawiać w innym miejscu, nieprawdaż? W Internecie możecie znaleźć moje wypowiedzi na ten temat. Tu jednak trzymam się konkretnie komputerowych programów i moralności - ona zaś wiąże się nie tylko z programami, ale i z sytuacją medialnego traktowania osoby śp. Lecha Kaczyńskiego i tylu, tylu zacnych śp. Rodaków!
Moralność wymaga wciąż postępu. Ale w jakim należy iść kierunku, aby prawdziwie rozwijać swą moralną dojrzałość?
Warto trzymać się zasady, że nikomu nie przypisujemy swoich wyobrażeń, że w usta czy myśli innych nie wkładamy swoich własnych interpretacji.W dialogu z drugim najpierw trzeba ustalić, czy dobrze zrozumiałem jego myśl.
Kolejna sprawa: nie wolno "odkrywać" intencji autora wypowiedzi. To pokusa, dość często obecna w dialogu w mediach. Przecież to, co ukryte jest w sercu człowieka, zna tylko Bóg oraz on sam. Tylko autor wypowiedzi nam może o tej intencji powiedzieć. Człowiek nie powinien sądzić drugiego co do intencji, a jedynie co do widzialnych aktów i ich skutków. Np. akt zabrania czyjejś rzeczy jest dzięki zmysłowi wzroku aktem postrzegalnym przez inne osoby, które są świadkami takiego aktu. I wtedy te osoby powinny reagować wobec tego, co widzą: najpierw warto zapytać sprawcę, czy trzeba go wspomóc finansowo (aby poniechał aktu zaboru czyjegoś mienia w sytuacji, gdy jednocześnie zachodzą dwa warunki: a/. nie stać go na zakup tejże rzeczy, b/. ta rzecz jest mu niezbędna do życia). Gdy jednak okaże się, że sprawca nie potrzebuje tej rzeczy do przeżycia albo stać go na zakup (może po dłuższym okresie „zaciskania pasa”), to wówczas trzeba go zachęcić do poniechania kradzieży: trzeba wskazać na jego brak miłości wobec Boga (który zakazał kraść) i wobec bliźniego (nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe).
Drodzy Doroto i Piotrze!
Niech łaska Boga, naszego Ojca, pozwoli nam coraz piękniej prowadzić dialog we wzajemnym poszanowaniu siebie. Dziękuję za wymianę myśli. Piotrowi dziękuję za życzliwą ocenę mych intencji.
O postaciach z ewangelii
Drogi Wojtku! Zaznaczasz, że artykuł został zamieszczony sporo wcześniej zanim dodałam swój „Czas szczególnych rozważań”, ale przecież nie wcześniej tylko właśnie w momencie przeżywania narodowej tragedii i ogólnego szoku (wiedząc, że jestem bardzo tymi wydarzeniami poruszona) poprosiłeś mnie o wyrażenie zdania na temat Twego artykułu i dałeś mi link do Orygenesa. No to ja napisałam zgodnie z tym, co aktualnie czułam. A Ty się na mnie wściekłeś. Nieładnie. Teraz myślę o Marcie i Magdalenie. Szykowanie posiłku dla strudzonych, głodnych gości jest ważną sprawą. Czy to nie był podstawowy obowiązek kobiety? Magdalena zachowywała się dziwacznie, kiedy zamiast robić, co do niej należało siedziała słuchając Jezusa. Trzeba też wziąć pod uwagę, że w kulturze żydowskiej rozmowy o prawie, o Bogu to sfera przeznaczona głównie dla mężczyzn. Oburzona Marta poprosiła Jezusa, aby napomniał jej nietypowo zachowującą się siostrę. Co by było, gdyby w tym miejscu kończył się zapis tej historii, gdyby nie było napisane, co odpowiedział Jezus? Praworządne i pobożne osoby stwierdziłyby: „Magdalena to leń! Egoistka! Jej zachowanie świadczy o braku przyzwoitości względem siostry i braku miłości do niej.” Ale Jezus się wypowiedział! Jego ocena sytuacji była szokująca dla Marty, a pewnie też dla zgromadzonych tam mężczyzn. Z punktu widzenia Chrystusa niektóre sytuacje wyglądają inaczej niż z naszego punktu widzenia. Warto zadawać sobie w życiu pytanie: Co by Jezus na to powiedział? Czy Chrystus też by zganił? Jestem pewna, że w czasie, jaki niedawno przechodziliśmy, Bóg mówił do każdego: „Zatrzymaj się. Pomyśl o nich. Pomyśl o Polsce”. To jest istotne, aby wsłuchiwać się, co Stwórca do nas mówi poprzez wydarzenia. Co chce w nas przez nie zmienić? Jakie ma w danym momencie od nas oczekiwania? Działać jak zwykle czy też przerwać normalne, pożyteczne zajęcia i wsłuchać się w Jego głos, który napomina, uczy, ostrzega tu i teraz. Łagodny Chrystus wypowiedział kiedyś ostrzeżenie: „Nie każdy, kto do mnie mówi: „Panie! Panie!” wejdzie do królestwa niebios, lecz tylko ten, co pełni wolę mojego Ojca, który jest w niebie.” Możliwa jest taka sytuacja, że robimy pożyteczne rzeczy, ale nie te, jakich w danym momencie oczekuje od nas Bóg. Posłano po Chrystusa, gdy umierała córeczka Jaira. Co by było, gdyby powiedział: „Sorry, nie mogę się nią zająć, bo teraz nauczam żeby ludzie nie kradli”. Metafizycznie ludzie w Polsce dzielą się na dwie grupy: Żywi i martwi duchowo. Bóg pragnie, aby martwi ożyli. Prawdopodobnie mówił w tamtym czasie do wielu chrześcijan: „Rozmawiajcie z nimi, o tym co się stało, poruszajcie ich sumienia”. Całkiem prawdopodobne jest, że chrześcijanie odpowiadali: „Nie możemy porzucić naszych stałych zajęć. I w ogóle, panie Jezu, nie zawracaj głowy, bo my lepiej wiemy, co dla Ciebie robić”.
Prześlij komentarz