23 lipca 2011

Jak Pan Bóg stworzył człowieka

- Adam Ligęza - Michał Wilk - 
- Barwy Biblii (cz.2) - 

Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła — bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby — wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom. Nazwa pierwszej — Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto. A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony. Nazwa drugiej rzeki — Gichon; okrąża ona cały kraj — Kusz. Nazwa rzeki trzeciej — Chiddekel; płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta — to Perat. Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz». Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc». Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa". I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta». Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu (Rdz 2,4-25).


Historia Pięcioksięgu

Pierwszy opis stworzenia świata w liturgii pojawia się już w zasadzie poza okresem Wielkiego Postu — czytany jest w wigilię Zmartwychwstania Pańskiego. Natomiast w Niedzielę I Tygodnia roku A słuchamy opowieści z drugiego rozdziału Księgi Rodzaju. Dlaczego w Biblii mamy dwa różne opisy stworzenia?

By móc odpowiedzieć na to pytanie, musimy dotknąć problemu historii tekstu Pięcioksięgu. Pierwsze księgi Biblii, choć przez Żydów zawsze były traktowane tradycyjnie jako literacka całość, której autorstwo przypisywano Mojżeszowi, w rzeczywistości stanowią bardzo interesującą kompozycję różnych tradycji i tekstów pochodzących z różnych epok. Na podstawie obserwacji tekstu świętych ksiąg — mam na myśli różnice dostrzegalne w stylu, w gramatyce i w słownictwie hebrajskim — uczeni doszli do wniosku, że teksty, które dziś tworzą Pięcioksiąg, do pewnego czasu formowały się zupełnie niezależnie i to w różnych środowiskach kulturowych. Tę tezę potwierdza fakt, że niektóre opowiadania biblijne — jak choćby opowiadanie o stworzeniu świata czy o potopie — dotarły do nas w dwóch wersjach.

Czyli te różne przekazy w pewnym momencie ktoś ułożył w całość?

Tak. Z tym że nie był to jeden moment i jeden redaktor, a raczej trwający wiele wieków okres formowania się ostatecznej wersji tekstu. Naukowe podstawy teorii dotyczącej powstawania Pięcioksięgu, tzw. teorii dokumentów, stworzył pod koniec XIX wieku J. Wellhausen, choć — rzecz ciekawa — na niespójność Pięcioksięgu już w starożytności zwracali uwagę gnostycy, w średniowieczu — żydowski uczony, Ibn Ezdra, a w XVII wieku sprawa zainteresowała filozofa Barucha Spinozę. W klasycznej wersji teorii dokumentów wyróżniano cztery tradycje, które w długim procesie łączenia się — mogło to trwać od X do IV wieku przed Chr. — utworzyły Pięcioksiąg. Mówiąc o tradycji, mam na myśli tak dokumenty pisane, jak i opowieści przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Pierwszą taką tradycją miał być tzw. dokument jahwistyczny (J). Uważano, że jego autorzy byli związani ze środowiskiem monarchii, a zatem prawdopodobnie pochodzili z Jerozolimy, czyli z Południa, i działali w X wieku. Druga tradycja to dokument elohistyczny (E) –zawarte w nim idee bliskie są środowiskom proroków działających na Północy. 
Przypuszcza się, że ten dokument powstał w IX-VIII wieku, a następnie — być może po upadku Samarii w 722 r. — obydwie tradycje zostały połączone (JE). Trzecim źródłem miała być tradycja związana z dworem króla Jozjasza (VII wiek przed Chr.) — tzw. tradycja deuteronomiczna (D). I wreszcie czwarte źródło to dokument kapłański (P), czyli teksty, które wyszły spod pióra kapłanów jerozolimskich w czasie wygnania w Babilonii (VI wiek przed Chr.).

Do której z tradycji należą opisy stworzenia świata?

Według założeń klasycznej teorii dokumentów, poemat o siedmiu dniach stworzenia (Rdz 1,1-2,4) pochodzi z tradycji kapłańskiej, zatem możemy przypuszczać, że opowiadanie zredagowano w czasie niewoli babilońskiej (597/582-539 r.). To by faktycznie tłumaczyło pewne motywy i tematy poruszane w tym poemacie, które w tamtym czasie były bardzo aktualne: kwestia szabatu, który w czasie niewoli był symbolem tożsamości narodowej i religijnej, symbolizm związany z rokiem jubileuszowym, relacja teologii stworzenia do teologii exodus z Księgi Wyjścia, czyli proces aktualizowania dawnych tradycji w świetle problemów pojawiających się w nowych okolicznościach... Z kolei drugie opowiadanie (Rdz 2,5-3,24) pochodzi z tradycji jahwistycznej, czyli jest znacznie starsze i zawiera w sobie elementy dawnych mitologii.

Mówisz o tzw. klasycznej teorii dokumentów. Czy to znaczy, że jej założenia są dziś już nieaktualne lub zostały zmodyfikowane?

W zasadzie tak... Podstawy teorii źródeł Pięcioksięgu stworzyli klasycy egzegezy tacy, jak: J. Wellhausen, G. von Rad czy H. Gunkel. Bibliści zajmujący się tą kwestią w ostatnich latach — warto wspomnieć takie nazwiska, jak: R. Rendtorff, E. Blum, H.H. Schmid, E. Zenger czy E. Otto — dowodzą, że proces formowania się Pięcioksięgu był bardziej skomplikowany niż to sobie wyobrażano jeszcze czterdzieści lat temu. Stąd dziś proponuje się nowe hipotezy — tzw. zweryfikowane teorie fragmentów i uzupełnień. Jako przykład takiego nowego podejścia do problemu zamieszczam w diagramie schemat teorii E. Bluma, opublikowanej kilkanaście lat temu i zrewidowanej całkiem niedawno. Kto jest zainteresowany, może sobie przeanalizować diagram, co da mu pewne wyobrażenie tego, na jakim etapie są dzisiejsze dyskusje.



Bóg stworzył Adama...

Przejdźmy do tekstu... „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą" (Rdz 2,7). Bóg lepi człowieka z ziemi. Jego praca przypomina trochę pracę garncarza...

Zwróć jednak uwagę na fakt, że wśród garncarzy są rzemieślnicy, który wyrabiają wiele naczyń według jednej i tej samej formy, ale są też artyści... Bóg czyni Adama jako swe arcydzieło. Adam jest dla Niego jedyny, niepowtarzalny, wyjątkowy. Dlatego w trudnych doświadczeniach człowiek może modlić się do Boga słowami Księgi Hioba: "Twe ręce ukształtowały mnie, uczyniły: opuszczonego dokoła chcesz zniszczyć? Wspomnij, żeś ulepił mnie z gliny: i chcesz obrócić mnie w proch?" (Hi 10,8-9).

Ulepienie człowieka z ziemi to motyw znany w mitologii...

Racja. Biblijny opis stworzenia bez wątpienia pozostaje pod wpływem wielkich kultur starożytnego Bliskiego Wschodu. Niemniej jednak sztuka polega na tym, by czytać Biblię nie tylko jako tekst z przeszłości, ale jako słowo Boga mówiące dzisiaj coś konkretnego o nas samych. Biblia — owszem — jest literackim świadectwem starożytności, widać w niej mentalność i obraz świata typowy dla ludzi tamtych czasów, ale jednocześnie jest zwierciadłem, w którym możemy dostrzec siebie takimi, jacy jesteśmy.

Konkretny przykład?

Po hebrajsku termin "Adam" to nie tylko imię własne, lecz słowo, które pierwotnie oznacza: "człowiek", a także "ludzkość", "człowieczeństwo". Adam to imię każdego z nas — imię, dzięki któremu możemy odczytać ponadczasową mowę biblijnych symboli... W języku hebrajskim spotykamy bowiem dwa słowa, które brzmią bardzo podobnie: 'ādām (człowiek) i 'ădāmāh (ziemia, glina). Człowiek to ten, który powstał z prochu ziemi! 
W Talmudzie czytamy piękną legendę opowiadającą o tym, jak Bóg lepił człowieka... Stwórca wziął po kilka grudek prochu z czterech najdalszych stron świata, by człowiek — wieczny, niestrudzony pielgrzym — gdziekolwiek dokończy żywota, gdziekolwiek będzie pochowany, wiedział, że wraca do ziemi, która jest jego domem. By spoczął w swej ojczyźnie, a nie na wygnaniu. Ziemia jest ojczyzną człowieka. W Środę Popielcową kapłan sypie popiół na głowy ludzi i wypowiada przy tym formułę: "Prochem jesteś i w proch się kiedyś obrócisz".

Ale Adam ożył dopiero wtedy, gdy Bóg tchnął w niego tchnienie życia (hebr. nišmat hayyîm). To wskazuje, że jest w nas coś niematerialnego, coś duchowego, jakaś przestrzeń Bożego porywu, tchnienia życia...

Tak. Adam łączy w sobie dwa najbardziej sprzeczne elementy: to, co materialne (glina, ziemia) i to, co duchowe i wzniosłe (Boże tchnienie życia). Pomyśl, jak wielkim paradoksem jest to, że Bóg postanowił zmieszać ducha z ziemią... I człowiek jest wynikiem takiego przedziwnego połączenia! Zresztą, jak słusznie zwraca uwagę B. Costacurta, sam symbol ziemi jest znakiem Tego, który jest jej Autorem. Biblia uczy nas, że człowiek został stworzony po to, by uprawiać ziemię, a poprzez codzienny trud zwykłej pracy, którą symbolizuje ziemia, kontemplować obecność Boga Stworzyciela. Pracując, Adam zwraca się ku temu, co duchowe. Adam nosi w sobie tajemnicę sprzeczności.

Kościół naucza, że człowiek ma duszę i ciało...

Tak, ale na rozwój antropologii chrześcijańskiej wpływ miała nie tylko Biblia, lecz również grecka tradycja filozoficzna i nauka Ojców Kościoła, więc by właściwie zrozumieć tekst biblijny, już na początku musimy zwrócić uwagę na zasadniczą różnicę istniejącą między hebrajskim słowem "nepeš" a greckim terminem "psyché". O ile Grek powie, że człowiek składa się z duszy i ciała, zaś platoński sposób rozumienia ciała (więzienia duszy) jeszcze bardziej wzmocni dualizm ducha i materii, o tyle kultury semickie widzą człowieka w jego integralnej jedności. Jedność ta przejawia się na wielu poziomach istnienia: materialnym, fizycznym, duchowym, emocjonalnym, psychologicznym... Izraelici nie powiedzą, że człowiek ma duszę, ale stwierdzą raczej, że człowiek jest duszą: "Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą" (hebr. lenepeš haya; Rdz 2,7).

Mógłbyś to dokładniej wytłumaczyć?

Słowo nepeš, zanim trafiło do języka antropologii biblijnej, było terminem używanym w języku anatomii i oznaczało gardło lub krtań. Czasownik nāpāš w dawnych tekstach hebrajskich oznacza czynność oddychania. Musimy więc uzmysłowić sobie, że dusza to zasada życia albo po prostu... życie. Nie jakaś duchowa część człowieka, ale wszystkie procesy, które tworzą bogactwo ludzkiej egzystencji: pragnienia, myśli, zdolność do miłości, tęsknota za Bogiem i drugim człowiekiem. Ale także umiejętność wchodzenia w relację, przyjaźń i nienawiść, samoświadomość i pragnienie zemsty... Jednym słowem, wszystko to, dzięki czemu człowiek jest człowiekiem.

Nie jakaś niewidzialna część człowieka, lecz siła, która ożywia ciało?

Tak. Choć dusza sama w sobie jest nieuchwytna, to jednak uobecnia się w ciele w sposób bardzo realny. Jest życiem ciała. Człowiek to ciało ożywione. Albo — jak czytamy w średniowiecznych komentarzach rabinów — człowiek to życie, które samo dla siebie jest wielką tajemnicą. W tej koncepcji nie ma miejsca na jakikolwiek dualizm. Zresztą sam termin ciało (hebr. bāśār), choć oznacza przede wszystkim materialny wymiar naszego życia, czasem może oznaczać również samo doświadczenie siebie samego, które konstytuuje się w duszy człowieka. 
Ciało człowieka to przede wszystkim realna możliwość śmierci. Są w Biblii przejmujące wersety, w których refleksja człowieka biblijnego na temat kruchości i przemijalności stworzenia skupia się w tym jednym słowie. Być ciałem to inaczej żyć jako śmiertelnik — z niełatwą świadomością swej kruchości, wrażliwości i bezsilności.

Więc skąd się bierze pokusa myślenia o ciele i duszy jak o dwóch biegunach istnienia? Tak jakby to, co jest materialne, z definicji było złe, a to, co duchowe — dobre.

To jest ewidentny wpływ filozofii greckiej, przede wszystkim Platona... Oczywiście człowiek biblijny doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ciało podlega przemijaniu, starzeniu i jest miejscem licznych chorób i przyczyną wielu cierpień... Mimo to — w przeciwieństwie do niektórych przedstawicieli myśli greckiej — Hebrajczycy byli przeświadczeni, że ciało ożywione duchem samo w sobie jest dobre...

Czyli raz jeszcze wypada przypomnieć refren pieśni o stworzeniu świata: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz 1,31).

No właśnie... Ciało to również umiejętność wchodzenia w relacje z drugim człowiekiem. Zanim między ludźmi zaistnieje więź duchowa (miłość, przyjaźń czy nawet nienawiść), najpierw pierwszym momentem spotkania jest samo zauważenie drugiego człowieka. W spotkaniu z drugim człowiekiem ów drugi w pierwszym momencie jest mi dany w jego zewnętrznej, zjawiskowej postaci, czyli poprzez ciało... Stąd też termin "bāśār" może oznaczać także różne stopnie pokrewieństwa — czasem Biblia używa terminu ciało jako synonim słowa brat — albo wskazywać na wspólnotę ludzi — wtedy bāśār tłumaczymy nie jako "ciało", lecz jako "lud".

Rdz 37,27 Chodźcie, sprzedamy go Izmaelitom! Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem! (hebr. bāśār). I usłuchali go bracia.

W takim połączeniu znaczeń ciało-lud kryje się wielka mądrość Izraelitów. Ukryta tu idea jest następująca: jeśli popełnię jakikolwiek grzech przeciw mojej rodzinie czy wspólnocie narodu, ostatecznie stanie się on raną, którą zadam mojemu ciału. Starożytni mieli tę intuicję, która podpowiadała im, że wszelka niesprawiedliwość społeczna wyrządzana słabszym przez mocniejszych ostatecznie okazuje się być działaniem przeciw całemu narodowi i krzywdzeniem siebie samego.

Potem Bóg uznał, że nie jest dobrze, by mężczyzna był sam, więc stworzył Ewę. Zapytam prowokująco: czy to oznacza, że kobieta została stworzona jako pomoc dla mężczyzny, jako „dodatek", by nie było mu smutno?

No, pytanie rzeczywiście jest prowokacją... Nie, oczywiście nie możemy się zgodzić na taką interpretację. Kobieta w hebrajskiej antropologii jest równa mężczyźnie. Co do tego nie ma wątpliwości. Powiem więcej, pod tym właśnie względem kultura biblijna zdecydowanie różni się od mentalności ludów ościennych. Inna rzecz, że uznanie równości mężczyzny i kobiety nie sprowadza się do zrównania praw, obowiązków i ról w życiu społecznym. W tekście biblijnym równość, a mówiąc ściślej przynależność mężczyzny i kobiety do tego samego gatunku, zostały wyrażone podwójnie: na poziomie gramatyki języka i poprzez symbole.

Na poziomie gramatyki?

Tak. W tekście biblijnym czytamy: Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Jest to gra słów, gdyż mężczyzna po hebrajsku to 'iš, a kobieta — 'išša. Ona nazywa się 'išša, bo została wzięta z 'iš. Dwa słowa - choć nie jest to identyczność na poziomie rdzenia, a jedynie brzmienia - są do siebie bardzo podobne, co sugeruje, że określenie człowiek odnosi się bez żadnej różnicy tak do mężczyzny, jak i kobiety.

A mowa symboli?

Chodzi o symbol żebra. W tekście czytamy: "Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę" (Rdz 2,21-22). Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego Bóg wyjął akurat żebro, a nie jakąkolwiek inną część ciała Adama?

Szczerze mówiąc, nie.

W symbolice ciała ludzkiego głowa oznacza panowanie nad kimś, czyli dominację. Psalmista zwraca się do Boga: "Już teraz głowa moja się podnosi nad nieprzyjaciół, co wokół mnie stoją" (Ps 27,6), a to znaczy: moi nieprzyjaciele będą pokonani, będę nad nimi dominował. Symbolem o przeciwnym znaczeniu są stopy — oznaczają poddaństwo, bycie niewolnikiem, wasalem, sługą... W Psalmie 110 czytamy: "Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po mojej prawicy, aż Twych wrogów położę jako podnóżek pod Twoje stopy" (Ps 110,1). Gdyby autor natchniony chciał powiedzieć, że kobieta ma dominować nad mężczyzną, napisałby, że Ewa została stworzona z jakiejś części głowy Adama. Gdyby chciał powiedzieć, że kobieta jest poddana mężczyźnie, że została stworzona jako pomoc dla niego, to dziś w Biblii czytalibyśmy zapewne, że Bóg uczynił Ewę ze stopy Adama. Ale przed Bogiem Adam i Ewa są równi i mają tę samą godność dzieci Bożych. Stąd Ewa nie jest stworzona ani z głowy, ani ze stopy, ale z czegoś, co znajduje się pośrodku — z żebra! Żebro oznacza tutaj równość.



Eden — ogród zasadzony na Wschodzie

Bóg, oprócz tego, że jest garncarzem, jest również ogrodnikiem. W Biblii czytamy, że „na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące. Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom" (Rdz 2,9-10). Ogród był zasadzony na Wschodzie. Wschód jest symbolem życia, prawda? Kierunkiem świata, z którego wschodzi słońce — symbol początku dnia i życia...

Racja. Ogrodem, o którym czytamy na pierwszych stronnicach Biblii, jest przestrzeń życia. Życia duchowego, czyli relacji osób — Boga i ludzi — której zasadą jest miłość. Nie jest to miłość, która stawia ograniczenia i nakłada ciężary, ale miłość, która daje życie. Dlatego, zwróć uwagę, ogród nie mógł zaistnieć, zanim nie pojawił się człowiek. Logiczne byłoby pomyślenie, że Pan Bóg najpierw stworzy ogród, a dopiero później umieści w nim człowieka. Tymczasem w prologu opowiadania — mam na myśli wersety Rdz 2,4-5 — autor biblijny trzy razy powtórzy owo słynne nie: "Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła — bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię". Konstanty Gebert, komentując te słowa, powie: "Raj nie mógł istnieć bez człowieka. Dlaczego? Bo ogród to symbol miłosnej relacji osób, która jest źródłem życia".

Dlaczego metaforą życia jest akurat ogród a nie cokolwiek innego?

Po pierwsze, bo to naturalne skojarzenie. Ogród jest przestrzenią życia - przestrzenią, gdzie wszystko rośnie. Po drugie, bo słowo "gan", czyli ogród, pochodzi od czasownika gānan, co znaczy: strzec, chronić, nie wystawiać na widok publiczny. Mówimy o życiodajnej relacji osób, o którą należy się troszczyć — takiej, która nie powstaje w sposób spontaniczny, lecz musi być wypracowana i pielęgnowana jak ogród. Słowo gan pierwotnie oznaczało kawałek wydzielonej i odgrodzonej ziemi. Chodzi więc o intymną przestrzeń bycia ze sobą, o przyjaźń sięgającą ludzkiego serca — taką, o jakiej mowa w Pieśni nad Pieśniami...

Pnp 4,16 Powstań, wietrze północny, nadleć, wietrze z południa, wiej poprzez ogród mój, niech popłyną jego wonności! Niech wejdzie miły mój do swego ogrodu i spożywa jego najlepsze owoce.
Pnp 5,1 Wchodzę do mego ogrodu, siostro ma, oblubienico; zbieram mirrę mą z moim balsamem; spożywam plaster z miodem moim; piję wino moje wraz z mlekiem moim.

Jeśli „gan" znaczy ogród, to co znaczy słowo „Eden"?

Słowo 'eden można przełożyć jako obfitość, rozkosz, bogactwo. Przyjaźń człowieka z Bogiem jest spełnieniem życia i przynosi smak prawdziwego szczęścia. Ogród zasadzony na Wschodzie jest symbolem życia w najdoskonalszym wydaniu.

Pośrodku ogrodu Bóg zasadził dwa drzewa: drzewo życia i drzewo poznania dobra i zła. Później w tym miejscu — jak czytamy w kolejnym rozdziale — wydarzy się dramat nieposłuszeństwa, którego konsekwencją jest to, co dziś nazywamy grzechem pierworodnym. Po co Bóg sadzi te drzewa w najbardziej widocznym miejscu ogrodu? Po co w ogóle zostały one stworzone, skoro od początku można było przypuszczać, że prędzej czy później staną się powodem problemów? Chodziło o to, by sprawdzić, czy człowiek będzie posłuszny Stwórcy? Taki jest sens zakazanego owocu?

Niezupełnie. W tym symbolu tkwi sekret tego, czym dla pierwszych rodziców był stan rajski. Pierwotne szczęście człowieka polega na tym, że osoba uznaje i potwierdza swoim życiem to, kim jest człowiek i kim jest Bóg. Można zaryzykować takie stwierdzenie: każdy z nas nosi w sercu raj. Ten raj trwa tak długo, dopóki człowiek uznaje, że jest mieszaniną ziemi i boskiego ducha, że boskość jest mu podarowana, i dopóki uznaje, kim jest Bóg. Tylko Stwórca jest Dawcą życia — nie człowiek. Więc człowiek, by był sobą, nie może spożywać owoców z drzewa życia. Tylko Bóg jest Źródłem norm — nie człowiek. Stąd zakazane jest również drzewo poznania dobra i zła. Dwa drzewa stoją w samym środku ogrodu, ponieważ głębokie zaakceptowanie tego, kim się jest, i tego, kim się nie jest, stanowi klucz do rozszyfrowania tajemnicy szczęścia.

Jedno drzewo jest symbolem życia, drugie — przestrzegania Bożych nakazów. Te dwie sprawy w Biblii dość często przedstawiane są razem: kto postępuje według prawa, ten cieszy się życiem. Czy to powiązanie ma tutaj jakieś znaczenie?

Dobre pytanie... Zanim na nie odpowiem, zacytuję dwa może najbardziej charakterystyczne pod tym względem fragmenty Księgi Powtórzonego Prawa.

Pwt 6,2 Będziesz się bał Pana, Boga swego, zachowując wszystkie Jego nakazy i prawa, które ja tobie rozkazuję wypełniać, tobie, twym synom i wnukom po wszystkie dni życia twego, byś długo mógł żyć.
Pwt 30,15-18 Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im — oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu.

Na problem można więc spojrzeć z dwóch stron. A mianowicie, można powiedzieć, że kto jest grzeczny i słucha się Pana Boga, dla tego Pan Bóg jest dobry, a kto Go nie słucha — tego spotyka kara. Taka interpretacja jest trochę infantylna, a w każdym razie mało przekonująca i daleka od ducha Biblii. Druga możliwość widzi rzecz jakby z drugiej strony. Poznając siebie i badając swoje serce, człowiek coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że tzw. Boże nakazy i zasady nie są jakimiś arbitralnie narzuconymi regułami, lecz czymś, co chroni życie wewnętrzne — są wyrazem troski o życie duchowe. Są jak to ogrodzenie strzegące ogrodu... Bóg nie stawia przed nami zakazów po to, by ich ciężarem przypominać nam, kto tu rządzi i kto jest Bogiem, lecz po to, byśmy nie wpadali w pułapki i szli najlepszą z możliwych dróg. Można powiedzieć, że On wybrał dla nas najlepsze rozwiązania — te, które chronią życie, niezależnie od tego, czy rozumiemy ich słuszność, czy też w zaufaniu zdajemy się na Jego mądrość. A zatem, wybierając każdą inną drogę, oddalamy się od życia. Gdy człowiek zaczyna tworzyć własne reguły życia, wówczas — jak to trafnie ujął O. Clement — wszystko wydaje się osuwać w stronę nicości, tej nicości, która nas dręczy i fascynuje, przed którą uciekamy i ku której spadamy, która nazywa nas niewolnikami i nieprzyjaciółmi.

A jeśli człowiek podąża drogą wyznaczoną przez Boga, jest w nim życie. Wtedy on sam jest — jak mówi psalmista — podobny do drzewa zasadzonego nad płynącą wodą, które wydaje owoc w przewidzianym czasie (por. Ps 1,3). Ładne porównanie...

A później Psalm 1 wprowadza antytezę, która tłumaczy sens takiego porównania: człowiek sprawiedliwy jest jak drzewo, a niesprawiedliwy — jak plewa, którą rozmiata wiatr. Innymi słowy, każdy wybór drogi życia prowadzi do stopniowej integracji i konsolidacji sił duchowych. Idąc tą drogą, osoba staje się stała w swych decyzjach i niezależna od jakiegokolwiek niepokoju serca czy zewnętrznych okoliczności. Mówiąc obrazowo, człowiek staje się wolny i nieporuszony jak drzewo... Natomiast każdy wybór własnej drogi rodzi w sercu chwilowe i pozornie przekonanie, że oto spełnia się długo oczekiwane pragnienie niezależności i decydowania o sobie. W rzeczywistości jest to tylko złudzenie. Szybko bowiem okazuje się, że decyzje podejmowane według tego, na co ma się ochotę w danej chwili, prowadzą do wewnętrznej dezintegracji, a w dłuższej perspektywie czasu — do zupełnego zniszczenia struktury psychicznej i duchowej człowieka. To, co początkowo niewinnie kusi i pociąga, po jakimś czasie nieoczekiwanie okazuje się być siłą niszczącą wolność decydowania. Człowiek jest wówczas jak plewa — leci tam, gdzie zawieje wiatr uczuć i pragnień, nie mając już większego wpływu na to, co się z nim dzieje. Taki stan prowadzi do degradacji i duchowej śmierci. Drzewo jest symbolem opcji przeciwnej, dlatego nazwane jest w Biblii drzewem życia...

„Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom. Nazwa pierwszej — Piszon; nazwa drugiej rzeki — Gichon; nazwa rzeki trzeciej — Chiddekel; Rzeka czwarta — to Perat" (Rdz 2,10-14). Czy również rzeki są symbolem życia?

Tak. Triada ogród — drzewo — rzeka to jeden z ulubionych motywów proroków.

Jer 17,7-8 Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców.
Ez 47,12 A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ woda dla nich przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo.

Innym przepięknym tekstem zawierającym motyw ogrodu życia jest opis z pochodzący z tradycji mądrościowej — fragment Księgi Syracha. Tu Prawo Boże, utożsamione z przedwieczną Mądrością, staje się zdumiewającą obietnicą życia...

Syr 24,12-23 Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie. Wyrosłam jak cedr na Libanie i jak cyprys na górach Hermonu. Wyrosłam jak palma w Engaddi, jak krzewy róży w Jerychu, jak wspaniała oliwka na równinie, wyrosłam w górę jak platan. Wszystko przepoiłam wonnością jak cynamon i aspalat pachnący, i miłą woń wydałam jak mirra wyborna, jak galbanum, onyks, wonna żywica i obłok kadzidła w przybytku. Jak terebint gałęzie swe rozłożyłam, a gałęzie moje — gałęzie chwały i wdzięku. Jak szczep winny wypuściłam pełne krasy latorośle, a kwiat mój wyda owoc sławy i bogactwa. Przyjdźcie do mnie, którzy mnie pragniecie, nasyćcie się moimi owocami! Pamięć o mnie jest słodsza nad miód, a posiadanie mnie — nad plaster miodu. Którzy mnie spożywają, dalej łaknąć będą, a którzy mnie piją, nadal będą pragnąć. Kto mi jest posłuszny, nie dozna wstydu, a którzy przeze mnie działać będą, nie zbłądzą. Tym wszystkim jest księga przymierza Boga Najwyższego, Prawo, które dał nam Mojżesz, jako dziedzictwo plemionom Jakuba.


Rzeczywistość czy utopia?

Wszystkie te opisy ogrodu — mam na myśli zarówno teksty z Księgi Rodzaju, jak i z proroków czy pism mądrościowych — mają w sobie coś z idealizmu. Gdy się je czyta, człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę, że — owszem — jest w nich zawarta niesamowita mądrość, ale mimo to pozostają opisami jakiegoś idealnego stanu — czegoś, co w codziennym życiu jest niedostępne i co pozostaje jakby za niewidzialną szybą. Coś, co jest za szybą, można zobaczyć, ale nie można tego dotknąć...

Tak i nie... Nie, jeśli określenie na początku rozumiemy właściwie, czyli jako u podstaw istnienia i jeśli czytamy opisy stworzenia jako medytację nad tym, co w człowieku jest pierwotne i niezniszczalne. Tak, jeśli czytamy opowiadania w kluczu chronologicznym — wówczas mądrość w nich zawarta rzeczywiście wydaje się być odległa, niedostępna i umieszczona gdzieś poza czasem.

Na pierwszy rzut oka wygląda to tak: najpierw był pewien idealny stan, kiedy człowiek istniał w sposób doskonały, a później rozpoczęła się historia. I od tego momentu ideał stał się niedostępny jak horyzont dla wędrowca — wskazuje kierunek, w którym należy iść, ale sam wciąż jest odległy... Czy te opisy nie są trochę jak utopia?

Utopia sama w sobie zawiera niemożliwość urzeczywistnienia, gdyż jest wytworem ludzkiej fantazji lub projekcją pragnień, a przez to z góry jest skazana na niepowodzenie. Tymczasem biblijna obietnica opiera się na realizmie, ponieważ wynika z tego, kim człowiek naprawdę jest — jest stworzony na obraz Boga — i co jednocześnie musi być wydobyte z głębi istnienia na powierzchnię życia — na tym polega bycie na Boże podobieństwo. Lektura Księgi Rodzaju jest więc możliwa tylko wtedy, gdy wiara człowieka wyraża się jako pewność, że między Stwórcą a stworzeniem istnieje rzeczywista relacja, dzięki której człowiek jest uczestnikiem miłości Boga. Dostęp do Boga — mówił P. Evdokimov — jest wewnętrznym faktem naszej natury. Jest to coś realnego i pierwotnego. A jednocześnie coś, co objaśnia nam sens pierwszych stronnic Biblii.

Czyli raj jest obecny w naszych sercach i — właśnie dzięki temu, że tak jest — może i powinien stawać się treścią życia?

Tak. A gdy całe życie zostanie przemienione w raj, wówczas człowiek będzie zbawiony. Taki w biblijnym ujęciu jest sens historii — historii zbawienia...

Z tego wynika, że już teraz nosimy w sobie obietnicę tego, czym jest zbawienie, ale również to, że cała historia naszego życia jest jakby rozpięta pomiędzy początkiem, czyli stanem, gdy człowiek był przyjacielem Boga, a końcem, gdy znów nim będzie...

Z tym że obydwa słowa — początek i koniec — mają w tym kontekście znaczenie nie tylko chronologiczne, ale przede wszystkim teologiczne: chodzi o sens historii, albo lepiej: o uzasadnienie jej zaistnienia i cel, do którego zmierza. Obydwie kategorie są czymś realnym. Jeśli kwestię widzimy w takim ujęciu, wówczas możemy zrozumieć, że cała Biblia jest przepiękną ikoną naszego istnienia.

Co dokładnie masz na myśli?

Pismo Święte najpierw jest opowieścią o losach narodu wybranego, a później o dziejach nowego ludu Bożego, czyli Kościoła Chrystusa. W tę trwającą wiele wieków historię zbawienia wpisana jest historia życia każdego człowieka. I tak jak historia każdego człowieka rozpięta jest między dwoma biegunami — początkiem i końcem — tak i Biblia zaczyna się opisem ogrodu z Księgi Rodzaju, a kończy się medytacją obrazu miasta Bożego, czyli rzeczywistości zbawionych, zapisaną w Apokalipsie. Zdumiewające, ale zrozumiałe jest teraz podobieństwo symboliki pierwszej i ostatniej księgi Biblii...


Teologia uczy, że Jezus Chrystus jest punktem kulminacyjnym historii...

Tak. On jest Człowiekiem, czyli częścią naszej historii, a jednocześnie Bogiem, czyli — że tak się wyrażę — jedynym miejscem tejże historii, w którym przyjaźń Boga i człowieka staje się jeszcze piękniejsza niż w opisach z początku i z końca Biblii. Wspomniałeś wcześniej o niewidzialnej szybie oddzielającej nas od rzeczywistości pełnej przyjaźni z Bogiem. To jest fajna metafora... Można powiedzieć, że Jezus Chrystus jest jakby szczeliną, przez którą możemy przedostać się na drugą stronę szyby. W Nim nie tylko widzimy, ale również uczestniczymy w jedności z Bogiem. Ojcowie Kościoła mówili, że Chrystus wniósł w historię kawałek raju...

Tego raju, który był na początku, czy tego, który będzie na końcu?

Jednego i drugiego...

Tak?

A pamiętasz, co Chrystus mówi o sobie w Apokalipsie?

Ap 21,6-7 Jam Alfa i Omega, Początek i Koniec. Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego, a on dla mnie będzie synem.
Ap 22,13-14 Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec. Błogosławieni, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała i aby bramami wchodzili do Miasta.



0 komentarze: